Naddniestrze. Lenin w Tyraspolu

Komunizm na niby. Takie jest Naddniestrze. Dziennikarze i publicyści słabo znający lokalne realia zbyt łatwo komentują obrazki. Widzą Lenina na pomniku, to automatycznie używają określenia „skansen komunizmu”. Byłem tam kilka razy. Jak na skansen, to jest to całkiem nowoczesne miejsce. Prezentuje się lepiej niż spora część terytorium Mołdawii i Ukrainy. Nie chcę gloryfikować. Znam polityczne układy, wiem kto za tym wszystkim stoi i czemu służy to niby-państwo. Ale skansenem to ono nie jest. A już na pewno nie komunizmu! Szczególnie stołeczny Tyraspol – jest zadbanym i ładnym miastem.

naddniestrze_tyraspol_widokowka

Widokówka z Naddniestrza

Naddniestrze tylko w ograniczonym zakresie nawiązuje do minionych czasów. Ponieważ cały swój byt (od narodzin w 1991 roku po dzisiejszą sytuację gospodarczą) zawdzięcza Moskwie, to gloryfikuje się tu wszystko co rosyjskie. Na banknotach naddniestrzańskich rubli jest Aleksander Suworow, a pomniki z Leninem dzieli Grigirij Potiomkin. Rosyjscy bohaterowie, którzy podbijali te tereny w końcówce XVIII wieku służą dziś „państwowej” identyfikacji Naddniestrzan. Z jednej strony książę, hrabia i generał carskiej Rosji, z drugiej ZSRR! Sierp i młot dla picu. Billboardy z komunistyczną symboliką ustawiono na tle biznesowych, prywatnych przedsięwzięć! W Tyraspolu krążą spore pieniądze.

naddniestrze_pieniądze_waluta_ruble

Naddniestrzańskie ruble

Jakoś trzeba uzasadnić byt quasi-państwa. Trzeba zbudować historię „narodu”. Potrzebny jest mit założycielski i bohaterowie. A, że „naród” naddniestrzański jest niewielki, bardzo młody i swoich bohaterów historycznych choćby ze świecą szukać, to sięga się po takie postacie jak Lenin, Suworow i Potiomkin.

Wycieczka: Mołdawia – Naddniestrze.

W Naddniestrzu żyją Mołdawianie (32 proc.), Rosjanie (30 proc) i Ukraińcy (29 proc.). Oficjalnie to quasi-państwo liczy 550 tys. mieszkańców, ale w rzeczywistości mieszka tu około 370 tys. osób. Pozostali wyjechali za pracą. Głównie do Rosji i Mołdawii. Część na Zachód. Dokumenty naddniestrzańskie nie są uznawane nigdzie na świecie, więc „obywatele” starają się o paszporty krajów ościennych. I tak, około 220 tys. posiada dokumenty mołdawskie, 120 tys. rosyjskie, a 100 tys. ukraińskie. Ciekawostką jest fakt, że na terytorium Rosji i Białorusi Naddniestrzanie mogą wjechać na starych, jeszcze radzieckich papierach.

nadniestrze_potiomkin_pomnik_fot_krzysztofmatys

Pomnik Potiomkina

Twór pod tytułem Pridniestrowie powstał przy pomocy rosyjskiej armii (mimo wcześniejszych deklaracji i zobowiązań stacjonuje tam do dziś). Przez lata określany był jako prywatne para-państwo (koncern Sheriff) i organizm biznesowo-mafijny. Dużo w tym racji. Naddniestrze dawało możliwości generowania sporych dochodów na cłach, licencjach, monopolach, opłatach i defraudacji rosyjskich subwencji. Lokalne elity dalej budują swój finansowy dobrobyt, a Rosja w zamian ma możliwość ingerowania w sprawy Mołdawii i wywierania wpływu na politykę całego regionu. Taki biznesowo-polityczny układ. Właściwie można by go nazwać prywatnym państwem. Tyle, że z zachowaniem, przynajmniej z grubsza, warunków demokracji. Jest system wielopartyjny, parlament i powszechne wybory prezydenckie.

W turystycznym ujęciu Naddniestrze jest atrakcyjnym miejscem. Nie chciałbym aby publicystyczne komentarze ukształtowały negatywny wizerunek Pridniestrowia. Nazywanie go „skansenem komunizmu” mija się z prawdą. To nie jest Korea Północna!

naddniestrze_bendery_twierdza_fot_krzysztofmatys

Twierdza w Benderach

Całkiem miło można spędzić tu czas. W Tyraspolu polecam bardzo dobry czterogwiazdkowy hotel Rossia i kapitalną ukraińską restaurację Kumaniok! Odwiedzić trzeba też wytwórnię koniaków Kvint (założona w 1897 roku), a przynajmniej przyzakładowy sklep – trunki pierwsza klasa! Godna uwagi jest twierdza w granicznych Benderach (Tighina). Położona tuż nad Dniestrem prezentuje się bardzo malowniczo i ma swoją bogatą historię. Weszła na arenę dziejów Europy przy okazji konfliktów i sojuszy z udziałem Szwecji, Rosji i Turcji w XVIII wieku. To właśnie tu znalazł azyl król Szwecji Karol XII po przegranej bitwie pod Połtawą. Tu Filip Orlik (Pyłyp Orlyk) sporządził dokument, który uchodzi za pierwsza konstytucję Ukrainy („Konstytucja Benderska”, 1711 r.).

Zresztą cały region z dumą nawiązuje do przeszłości. Nazwa stołecznego Tyraspola jest świadectwem obecności kultury antycznej. Dniestr to po grecku Tiras. Rzeka ta była granicą świata cywilizacji śródziemnomorskiej, to rzymski limes orientalias.

Nie potrzebujemy wiz, bez żadnych kłopotów wjeżdżamy do Naddniestrza od strony Mołdawii. Nie spotkałem się z utrudnieniami czy próbami wymuszenia łapówki (o takich przypadkach piszą osoby podróżujące indywidualnie). Być może pomagała nam ranga grupy zorganizowanej i oficjalne dokumenty biura podróży. W każdym bądź razie nigdy nie miałem z tym żadnych kłopotów.

naddniestrze_tyraspol_lenin_fot_krzysztofmatys

Pomnik Lenina w Tyraspolu

Sama granica jest turystyczną atrakcją. Przekraczamy przecież coś, co formalnie nie istnieje. Granicy tej, jak i samego Naddniestrza, nie uznaje cały świat, łącznie z Polską. (Dlatego nie otrzymamy tu stempla do paszportu. Pogranicznicy stawiają pieczątki na luźnych kartkach – trzeba je wypełnić wjeżdżając do Naddniestrza). To jedno z podróżniczych doświadczeń. Zawsze będzie można powiedzieć, że było się w kraju, który nie istnieje.

Zobacz też artykuł: Para-państwa: Naddniestrze, Górski Karabach…

PS

Coś, co my nazywamy Naddniestrzem, tam na miejscu nosi nazwę Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej (Приднестровская Молдавская Республика). W Polsce spotkać się można też z formą Zadniestrze, ale nie jest ona chyba godna polecenia, gdyż powstała w czasach źle kojarzącej się rumuńsko-niemieckiej okupacji (1941-1944). Wtedy region ten, (sięgający aż do Odessy) rumuńscy urzędnicy nazwali Transnistrią, czyli właśnie Zadniestrzem. Pamiętać warto, że w Tyraspolu nie lubią tej nazwy.

W sensie formalnym cały obszar Naddniestrza jest integralną częścią Mołdawii. Władz w Tyraspolu i odbywających się tam wyborów nikt nie uznaje. W rzeczywistości jest to oddzielne państwo.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.

Wycieczka: Mołdawia i Naddniestrze

5 Komentarze

  1. Ciekawe, ale wolałbym jednak opinię kogoś, kto wjeżdżał i bywał tam indywidualnie. Wyjazdy z biurem podróży, to, delikatnie mówiąc, kiepska sprawa, zwłaszcza w Europie

  2. Polecam wizytę w Tyraspolu. Należy pamiętać aby nie zgubić kartki, którą dostaje się od celnika – mogą być kłopoty. Polecam hotel Rossia. Pamiętajcie tylko, że nie można płacić w Naddniestrzu kartą. Oficjalnie nie ma takiej waluty jak rubel priedniestrowski. Należy mieć ruble rosyjskie lub można je wybrać z bankomatu (niedaleko hotelu) i wymienić je w banku na lokalną walutę. Oczywiście KVINT – najlepszy koniak na świecie. Sklep firmowy jest również w pobliżu hotelu. Niestety wywieźć można tylko 2 butelki na osobę. Generalnie przesympatyczni ludzie, klimat jak w Polsce w latach 70.

  3. Dla nas ogromną atrakcją literacko-turystyczno-historyczną jest Raszków – tak, ten sienkiewiczowski! Drugą atrakcją jest Księdzowo – obecnie Sloboda Raszkowo. Polecam
    A opis rzeczywistości – wyjątkowo obiektywny. Trzy lata spędziłem w Naddniestrzu, poznałem wielu ważnych i wielu zwykłych ludzi i mogę powiedzieć, że tak tam właśnie jest. Dodam, ze swoistym katalizatorem narodu naddniestrzańskiego jest niechęć do państwa mołdawskiego. Oni nie chcą być Mołdawianami! Szukają swojej tożsamości i stąd postać Suworowa jako symbolu tego, który położył podwaliny pod rosyjskie władztwo na tych ziemiach, tego, który założył Tiraspol…

  4. Byłam w Tyraspolu latem 2015 roku. Udałam się tam autobusem z centrum Kiszyniowa – z koleżanką budziłyśmy zainteresowanie, gdy zauważyli, że mamy polskie paszporty. Na ‚granicy’ napisy wyłącznie cyrylicą… pan celnik był o dziwo tak samo zszokowany jak i uprzejmy, spisał nasze dane, dał nam migration card ważną 10h i tyle. Wysiadłyśmy w samym centrum Tyraspolu i nie było żadnych nieprzyjemności nielicząc pana strażnika/ochroniarza/tamtejszego borowca, który nas upomniał za robienie zdjęć Leninowi przed parlamentem – trochę stracha nam napędził :D poza tym zwiedziłyśmy trochę miasta a w nim pełno symboli komunistycznych, szerokie ulice robią wrażenie, budki z kwasem chlebowym, trochę policji/wojska patrolowało ulice… mimo wszystko inny świat, naprawdę warto tam pojechać i zobaczyć :) Co nas zdziwiło – że ogolnie miasto prezentuje się lepiej niż Kiszyniów jeśli chodzi o stan dróg, chodników, budynków itd. Złapałyśmy busa powrotnego – o pomoc w odczytywaniu tabliczek poprosiłyśmy jakąś dziewczynę, wszystko cyrylicą a my nic a nic :) Na ‚granicy’ pani celnik wnikliwie sprawdzała paszporty i zabrała nam owe karty. Dla miłośników podróży i nietypowych miejsc – miejsce warte zobaczenia.

Odpowiedz na „Krzysztof MatysAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.